Londyńskie wakacje - Londyn i jego okolica latem

Pomysły na lato bywają różne. Bałkany już były i to wielokrotnie, Fiordy i Islandia - brzmią bajecznie… i kosztują też bajecznie, przynajmniej dla mnie. Nie mówiąc o marzeniu mojego życia Arktyce... Upały nawet polskie po moim ubiegłorocznym pobycie w szpitalu nie są delikatnie mówiąc mile widziane, więc może zrobić rodzince przyjemność i zrobić od dawna proszony nalot? Przeważyła Asia… jej upartość nie zna granic - kupiła mi bilety do Londynu na trzy tygodnie i tak w ostatnim tygodniu czerwca wylądowałam w stolicy Wielkiej Brytanii. Większość moich rodaków skacząc ze szczęścia szukałaby tam pracy, ja zaś spędziłam wspaniale wakacje, a jedyną "pracą" jakiej się poświęciłam było zwiedzanie Londynu i jego okolic.

Postanowiłam, że będzie to wakacyjne zwiedzanie Londynu, wakacyjne tzn. muzea na niepogodę, a w pogodne dni parki, ogrody itp. Pierwsza połowa mojego wypadu to przyjemny chłodek połączony z burym niebem raz nawet dopadł mnie deszczyk i raz uporczywa drobniutka mżaweczka, podobno typowa Angielska pogoda. Po połowie aura się obraca i daje popalić słoneczko, coraz większe ciepełko, aż do nieznośnego w Londyńskim lokum mojej córy upału… a miało być bez niego! Widocznie taka już moja dola - lato bez upałów się nie liczy. Na szczęcie w planach były też wypady w bliższe i dalsze okolice, tu już oprócz mojej Asi zadziałał braciszek i jego "błękitna strzała" - poczciwa Mazdzina. Być może choć część z pokazanych tu przeze mnie miejsc będzie stanowić pomysł na Londyn zarówno wśród tych, co chcą zwiedzać, jak i tych, co pracują i w wolne dni planują rzucić okiem na coś niezwiązanego z pomnażaniem gotówki.

Od początku… początki bywają ciężkie każdy wie… mój nie mógł zawieźć w tym względzie, najpierw celnik uparcie twierdził, że w moim bagażu podręcznym znajduje się zapalniczka ZIPPO (nie palę!), po krótkiej dyskusji wybiłam mu to z głowy. W zamieszaniu jakie wynikło podczas dyskusji, celnicy zgubili kartę pokładową gościa, który był tuż za mną na taśmociągu do odprawy! Potem jak już w samolocie zasiedliśmy wszyscy przy płaczu dzieci - skąd one mają skubane tyle siły? Okazało się, że jest zepsuty przedni reflektor do kołowania i musimy poczekać - mechanik leci z Paryża, a część z Londynu… i wywalili nas z powrotem do Sali odlotów na bagatelka 3 godziny! Ryanair poszedł z torbami, bo zafundował wszystkim picie, rogaliki i jakiś batonik. W końcu wszyscy zapakowaliśmy się do naprawionego samolotu (pozytyw czekania - nieszczęsne dzieciaki chyba już spały, bo panowała błoga cisza). Minus miałam być w Londynie przed 24:00, a wylądowałam po 3:00 nad ranem i Asisko, razem z wujkiem koleżanki musieli nieźle uzbroić się w cierpliwość.

  

Koniec -końców wylądowałam u Córy nad ranem. Po krótkim spanku, przyszedł czas na rozbebeszenie mojego bagażu. Wszystko wybebeszone sięgam ręką po ściągi, co ciekawego w Londynie i okolicy i co to? Jakiś metalowy zimy przedmiot… wyciągam i…. zapalniczka ZIPPO! Wsadzona tam przez mojego mężusia ponad 5 lat temu w Albanii… chromowana z nabitym mosiężnym orłem dwugłowym! Nie muszę dodawać dawno temu zagubiona, ku rozpaczy jej właściciela.

  

Popłakałyśmy się ze śmiechu z Asią - tak zostałam przemytnikiem!

No tak jest taki ogrom materiału i całe mnóstwo miejsc które zdołałam zobaczyć przez te 3 tygodnie, że zapraszam do galerii - tak będzie łatwiej i Wam (musielibyście przeczytać prawie książkę!) i mnie (musiałabym ta książkę napisać i zilustrować!) … w między czasie wszyscy umarlibyśmy z nudów. Zapraszam - klikając na miniaturke powiększacie zdjęcie!

Pierwszy spacer do pobliskiego parku


W londyńskich parkach oprócz ludzi można spotkac mnóstwo zwierząt: ptaki wszelkiej maści, wiewiórki, ale i jelenie

     

  

        

Różne są też środki transportu :)

        

londyńskie ulice po raz pierszy

     

     

  

     

i londyńskie parki

     

     

     

W londyńskim ZOO

     

     

     

     

  

i w Królewskim Ogrodzie Botanicznym

  

     

     

     

Muzea

     

     

oraz Londyn nocą

     

     

Londyn to nie wszystko. Dzięki mojej Asi kochanej udało się zrobić parę wypraw w jego okolice. Baza wypadowa pierwszej wypadła w Bristolu

  

     

     

  

z Bristolu pojechałyśmy do czarownego Castle Combe. Najpierw pociąg i po nim autobusik zawiozły nas w zagubione w czasie Castle Combe. Nam przyzwyczajonym do jeżdżenia samochodem wydało nam sie na końcu brytyjskiego świata... Kupę czasu spacerowałyśmy po wąskich uliczkach w otoczeniu kamiennych domków.

     

Droga powrotna odbyła się już jak to u nas inna trasą. Busik zawiózł nas do Bath - pięknęgo zabytkowego kurortu. Niestety kłęby ludzi i brak strojów nie pozwoliły nam skorzystać ze słynnych łaźni, ale spacer ulicami nas zauroczył. Stwierdziłysmy jednogłośnie, że można by tu zamieszkać!

     

Wypad w tamte rejony zakończyła wizyta nad morzem w Weston-Super-Mare.

     

Następną nadmorską wyprawę zawdzięczam Pawłowi. Tym razem wybraliśmy się w okolicę klifów

     

  

w pobliskim miasteczku Hastings dowiedzieliśmy sie do czego tez służą audice.

  

oprócz tego dowiedziałam się, że burmistrzowi przeszkadzał smród suszących sie rybackich sieci i kazał wybudowac na nie specjalne suszarnie!

        

samo miasteczko tez bardzo ładne i ciekawe!

     

     

Z Pawłem zobaczyliśmy jeszcze wpisana do księgi Światowego Dziedzictwa UNESCO Katedrę w Canterbury.

     

     

     

  

Oraz parę pomniejszych kościółków i zameczków

     

     

no i leśne "ostępy"

     

Jako jeden z ostatnich wypadów, odwiedzilyśmy z Asią (w końcu studenta!) Oxford

     

     

     

  

Jak to bywa, czas znowu za szybko przeminął! Te zdjęcia to zaledwie ułamek tego co udało się zobaczyć przez te 3 tygodnie, starałam sie zobaczyc Londyn i jego okolice okiem klasycznego turysty, ale i próbowałam zauważyć to na co się dużo mniej uwagi zwraca - chciałam oprócz zabytków i mieszkańców zwrócić uwagę na przyrodę przeplatajacą się z potężną aglomeracją. Nie można powiedzieć, że moje kolejne wakacje to było błogie lenistwo!

Nie tylko początki bywają ciężkie! Na koniec na lotnisko odwiózł mnie braciszek, co on bardzo Stansted nie lubi i chyba dla tego niepotrzebnie staliśmy w jakiejś durnej kolejce kupę czasu, w wyniku tego On zapłacił za parking jak za woła, a ja weszłam na pokład samolotu jako ostatnia mając ponad godzinę czasu! Po wylądowaniu zaś okazało się, że zarezerwowany i zapłacony przeze mnie bus Katowice - Kraków właśnie od dwóch tygodni nie jeździ! Spędziłam więc 2 godziny na pustym lotnisku, czekając, aż coś mnie łaskawie z niego do Krakowa przerzuci… Nigdy więcej Katowic, i nigdy więcej Stansted. Wreszcie busem w otoczeniu jakichś Japończyko-Koreańców mówiących wyłącznie "krzakami" wylądowałam w Krakowie - z bólem Glowy wakacje się skończyły…

Dziękuję Ci Asiu za bilety, Lodyn , Bristol i jego okolice! Dziękuję Paweł za Londyn nocą i okolice Londynu!



***  Kliknij, aby powiększyć zdjęcie!  ***