2008 - Znowu sami...

Znowu sami... Stało się tak, jak wspomniałam wcześniej, nasze hamulce zrobiły się "mało komfortowe" - podejrzewaliśmy o to pompę. Udało się zamówić jej przesyłkę z Polski do stolicy Czarnogóry tzw. "priorytetem" (miało to trwać do 5 dni!) i czekamy. Przyjechał nasz dobry znajomy z rodzinką z Poznania - my czekamy...

Połajdaczyliśmy się po okolicy, on musiał dalej jechać (krótki urlop). Poinstruowany przez nas dokładnie, co i gdzie, oraz jak wjechał sobie szczęściarz do Albanii realizując nasze plany - a my czekamy... wszak hamulec ważna rzecz, minęły dwa tygodnie, a pompy niet. Ucinamy sobie przejażdżki jachcikiem motorowym znajomego z Ulcinija po Adriatyku (all inclusiv normalnie).

Przeszły deszcze i chmurska nad Bałkanami, a my czekamy... no i tu nasza cierpliwość się wyczerpała, z pompą czy bez jedziemy, w końcu musimy dotrzeć do Macedonii nad jezioro Ochrydzkie. Zwinęliśmy manele i hajda (bez pompy). Oczywiście zachciało nam się skrótu, Joasia ostrzegała wprawdzie, że jej się ta droga nie podoba, bo jakaś taka zkręcista, ale wszystkie Drogi Albańskie takie właśnie są - pchamy się dalej. Zrobiło się tak jakoś wąsko i kamieniście, nie mniej jednak daleko w dole zobaczyliśmy most z asfaltem na którym mieliśmy wylądować. Skrót 23 km, asfaltem 180 - różnica jest no nie? Posuwamy się dalej, tylko deszcze, które przeszły, miejscami trochę drogę podmyły i czasami ciężko przejechać i na szerokość i na głębokość, co gorsza. No i wreszcie utknęliśmy, dziura za głęboka, 12:00 godzina - pytam nieśmiało, ze może wrzucić tam parę kamieni to się wyrówna na tyle, żeby przejechać? Męska decyzja: no to budujemy ta drogę Albańcom! Kamieni w okolicy nie brak, dziewczyny wypełzły rozbudzone (Aśka z wrażenia zapomniała powiedzieć sakramentalnego "a nie mówiłam!") i dawaj nosić kamiury,

za cztery godziny jesteśmy gotowi, brudni, upoceni, picie się dawno skończyło, ale jesteśmy gotowi! Mnie jednak coś tknęło, pójdę i sprawdzę, co za zakrętem (bo ile tej drogi można im zbudować!) - i dobrze, że poszłam, dwa zakręty dalej droga zerwana na maxa - całe zbocze się osypało, jakieś 300m poniżej widać kawałek drogi wychodzący z pod osuwiska,

zrobiłam krok do przodu i... zjechałam razem z gruzem trzy kroki w dół, o nie! Nawracamy! Łatwo powiedzieć, droga wąska i trzeba cofać się tyłem skalno-szutrową półką 5 zakrętów, by móc jakoś auto odwrócić w drugą stronę. Tu powstaje moje słynne powiedzonko: Albańskie skróty są po to, by pokochać asfalt! Na wieczór docieramy do widzianego z góry mostku i miasteczka, za nim na nocleg. Ten samotny przejazd przez Albanię zapamiętamy z pewnością na długo. Następny nocleg to już Macedonia, śpimy na stacji benzynowej w jakimś zapyziałym miasteczku, gdzie normalne hotele są drogie jak w kurorcie (metropolia zwie się Debar). Zniesmaczeni udajemy się na dalszy objazd wokoło Parku narodowego Mavrowo.

Okolice bardzo malownicze, zimą występują tu nawet wyciągi narciarskie - znaleźliśmy nawet super miejsce na namiot, ale jedziemy dalej - pora jeszcze wczesna, a my postanawiamy dotrzeć nad Ochryd w miejsce spotkania następnej drużyny. Już prawie na miejscu uprzejmy pan policjant oświeca nas, za most jest "wzruszen" i musimy dookoła. Dookoła to prawie pod granice z Grecją, a my mamy do spotkania jeszcze trzy dni. ... Czy my wyglądamy na normalnych?

- Nieee... po chwili lądujemy na granicy z Grecją. Tam jest malownicza Kastoria, i Joanina, i góry Pindos... i na to wszystko zdążymy jeszcze rzucić okiem!

Jak postanowili, tak zrobili - już po chwili pomykamy do Kastorii na miejsce pierwszego noclegu. Miejscowość urocza, nic dziwnego, że wybrał ją trener Górski - wszędzie pod górę. Szwędamy się cały wieczór napawając się jej urodą.

Następny dzień to przejazd przez góry Pindos (prawda jaka wdzięczna nazwa?) do Joaniny - po to by się rozczarować, powiem tak: nasza rodzinna Aśka jest duuużo ładniejsza. Oskubani z "de euro złota" wracamy do Ochrydu. Grecje zapamiętamy jako dość ładny, za to baaardzo drogi kraj. Nocleg pod Ochrydem kończy nasze samotne szaleństwa - nazajutrz pojawią się nasi wyprawowicze Ładą Niwą, ciekawe...



***  Kliknij, aby powiększyć zdjęcie!  ***