2005

Nasz 38-dniowy wojaż dobiegł końca. W tym czasie przejechaliśmy przez 10 państw, zrobiliśmy 5200 km w tym ok. 1000 km po Albanii. Wyjazd rozpoczął się z 1-dniowym opóźnieniem z przyczyn kilkudziesięciogodzinnej ulewy. Nie oszczędziła nas ona i od razu pierwszego dnia od granicy Węgier, aż do Sarajewa lało (przez 710 km) Docelowo dojechać mieliśmy do Dolnego Stoja za Ulcinijem w Czarnogórze i tam założyć naszą "bazę wypadową". Wybraliśmy trasę przez Chyżne, Bańską Bystrzycę, Budapeszt, Mohacs, Osjek, Żupaniję, Tuzlę, Kladanij i Sarajewo. W Sarajewie 2 dni na kempingu, poczym dalej przez Hum/Scepan Polje (droga jest całkowicie przejezdna, naprawiona i bezproblemowa. My przejechaliśmy nią po ulewie i czasami w mżawce, ale za to jakie widoki! Chmury poniżej i opary nad kanionem Driny). Już w Czarnogórze wzdłuż kanionu Pivy (ktoś na forum CRO zaproponował w lipcu policzenie tuneli - liczyła córa - jest ich 58 do Pluźine). Wydrapaliśmy się za Trsę, lecz Durmitor nie był dla nas łaskawy i zginął w chmurach oraz deszczu. Mieliśmy tam być kilka dni - nie udało się. A więc do Niksicza, Podgoricy, Ulcinija i kemping Neptun w Dolnym Stoju, jako cel I-go etapu. W Czarnogórze byliśmy 20 dni i w tym czasie zrobiliśmy wypad do Albanii (Szkodra, Tirana, Elbasan, Durres oraz górski trakt do Theth w paśmie Prokletije), objechaliśmy Jezioro Szkoderskie, a na terenie Montenegro cały Lovczen, Bokę Kotorską by dotrzeć wybrzeżem do Chorwacji. W Cro odwiedziliśmy wyspę Hvar w Jelsie - camping Mina, oraz na lądzie stałym Lukovo Sugarie - kamp. Żalo. Powrót przez Słowenię, krótki wypad do Włoch (Triest), nocleg w Liublianie. Na deser podjechaliśmy pod Alpy Julijskie nad jezioro Bohinjsko i przez Klagenfurt (nocleg w Koflach), Graz, Wiedeń, Brno do ... Krakowa.

A teraz coś o Albanii. Jest ona krajem wielkich kontrastów. Obok zaprzęgniętych w osiołki dwukółek śmigają Mercedesy, Jeepy, BMW-ice nowszych serii (20-paro letnie Merce mają się równie dobrze!) Nie ma tam ani Fiatów, ani Opli, a już takiego muzeum na kółkach, jak w Cro, czy Czarnogórze to nie ma nawet na złomach. Obok osiedli ze stosami śmieci (nie stosami - górami!) sąsiadują blokowiska wspaniale kolorowe (tak właśnie - kolorowe, bo tam w ogóle domy są wesoło pomalowane). Na przestrzeni ok. 1000 km widzieliśmy tylko w 2-ch zapadłych wioskach obskurne szkoły. Reszta to budynki z infrastrukturą jakiej u nas w 70% gmin jeszcze długo nie będzie. Na boiskach leżą piłki i młodzież przychodzi tam nawet o 22:00 żeby pograć w nogę lub w kosza. Aha te piłki leżą na boiskach i nie są rozkradane. One tam Leżą cały boży dzionek - spróbujcie u nas rzucić kilka piłek na boisko i wrócić na następny dzień! Bezpieczeństwo - no cóż, znamy tylko wierzchołek góry lodowej - to, co dzieje się "pod stołem" - słyszeliśmy - przemyt kobiet nadal istnieje, auta które znikną w Europie - w Albanii są nie do odnalezienia. Albańczycy opanowali biznes jubilerski i nawet w Czarnogórze to oni rządzą tą branżą. Mają (bogaci) najlepszych prawników w Szwajcarii. Nasza załoga liczyła 3 kobiety. Laski, że hej i włos im/nam z głowy nie spadł. Jeśli ktoś uważa, że w BiH jest dużo patroli policyjnych - zapraszam do Albanii. Patrole co chwila, skład min 4 do 12 policjantów. Składów mniejszych niż czteroosobowe nie widzieliśmy. Radary co chwila, co parenaście km ale starego typu, więc nasz wykrywacz mówił na 3-4 km wcześniej. Policjanci byli dla nas baaardzo mili, i, co nas zaskoczyło - mówili wspaniałą angielszczyzną. Ale to obecny nakaz - budowanie wizerunku kraju. Potrafią działać błyskawicznie i zdecydowanie. Krótkofalówki są na ciągłym nasłuchu. Gość, który grzmocił po nocy na trzeciego i nie zatrzymał się na wezwanie patrolu liczył na to, że w tych warunkach, ani auta rozpoznać, ani rejestracji nie widać - nic mylniejszego! Zgarnęli go dwustronnie 20 km dalej. W Tiranie nie było takiego miejsca przez kilka godzin, żebym nie widział policji w zasięgu obrotu głową o 180'. Drogi - ja na okoliczność tej wycieczki "uterenowiłem" auto i poddałem go w domu gruntownym przeróbkom - seryjną wersją Skody Felicji nie dojechałbym w połowę miejsc, lub uwaliłbym spód. Zasady ruchu drogowego - haaaaaaahaha - pełen czad na maxa. Nauczyłem się wymijać samochody po "angielsku" na rondzie robić ósemki "pod prąd" (ale to jest jakieś nasze przestarzałe określenie - tam jest to na porządku dziennym).

Wiemy jedno - w przyszłym roku wracamy do Albanii, może.... nawet auto będzie terenowe ? co wydatnie poszerzy nasze możliwości, zwłaszcza w górach!



***  Kliknij, aby powiększyć zdjęcie!  ***